Głośne cykady, wielkie modliszki i małe komary kłujące po kostkach nawet w środku dnia. Wakacje nad Adriatykiem to okazja do spotkania owadów, których w Polsce nie zobaczymy. Sprawdzamy, co gra w chorwackich zaroślach, czy tamtejsze komary mogą przenosić dengę i czego jeszcze warto wypatrywać podczas urlopu.
Polacy podróżują coraz więcej. W 2025 roku odbyliśmy 83,2 mln podróży turystycznych, o 5,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Aż 18,2 mln z nich prowadziło za granicę. Wśród najpopularniejszych wakacyjnych kierunków znajduje się Chorwacja. W 2025 roku Polacy odbyli tam około 700 tys. podróży turystycznych, a według chorwackich statystyk zostawili w kraju ponad 7 mln noclegów. Dla porównania, w 2001 roku było ich około 2,5 mln.
Nad Adriatyk jedziemy przede wszystkim po słońce, ciepłe morze i śródziemnomorski klimat. I właśnie ten klimat sprawia, że spotykamy tam również nieco inny zestaw owadów niż podczas polskiego lata. Niektóre słyszymy, zanim (jeśli) w ogóle uda nam się je zobaczyć.
Co tak właściwie „gra” w Chorwacji?
To jeden z najbardziej charakterystycznych dźwięków wakacji nad Morzem Śródziemnym. Głośne, jednostajne „cykanie” wydają cykady z rodziny Cicadidae.


Nie są świerszczami ani konikami polnymi. Należą do pluskwiaków i są całkiem dużymi owadami. Dorosłe osobniki występujących w Chorwacji gatunków mogą osiągać kilka centymetrów długości, mają masywne ciało, szeroką głowę z dużymi oczami i dwie pary przezroczystych, błoniastych skrzydeł.
Mimo rozmiarów cykadę zaskakująco trudno wypatrzyć. Jej szarobrązowe ubarwienie świetnie zlewa się z korą drzewa. Możemy więc stać kilka metrów od owada, słyszeć ogłuszający terkot i nadal go nie widzieć.
Co ciekawe, ten dźwięk nie powstaje tak jak u świerszcza przez pocieranie skrzydeł. Grają samce, które mają specjalny aparat dźwiękowy z błonami wprawianymi w bardzo szybkie drgania przez mięśnie. Odwłok działa przy tym jak pudło rezonansowe.
Cel takiego koncertu jest prozaiczny: znaleźć samicę i się rozmnożyć. Dlatego najgłośniej jest w ciepłe, słoneczne dni.
Cykady prowadzą też niezwykłe życie. Samice składają jaja w roślinach, a larwy po wykluciu trafiają do gleby, gdzie żyją pod ziemią i odżywiają się sokami roślin. Ten etap może trwać kilka lat. Dopiero później nimfa wychodzi na powierzchnię, wspina się na pień lub inną podporę i przeobraża się w uskrzydlonego, dorosłego owada.
Dlatego na chorwackich drzewach można czasami znaleźć coś wyglądającego jak pusty, brązowy owad przyczepiony do kory. To wylinka cykady.
Czytaj też:
A co to za małe komary, których prawie nie widać?
Turyści nad Adriatykiem często zwracają uwagę na niewielkie, bardzo ruchliwe komary, które atakują również w ciągu dnia. W Chorwacji dobrze zadomowił się komar tygrysi – Aedes albopictus. Według aktualnej mapy ECDC (Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób) z 2026 roku jest już uznawany za zadomowionego we wszystkich 21 chorwackich jednostkach uwzględnianych w monitoringu.
To niewielki, ciemny komar z charakterystycznymi białymi paskami na nogach i białą linią biegnącą przez grzbiet. Jest też znacznie bardziej aktywny za dnia niż nasze komary. Potrafi atakować rano i późnym popołudniem, często lata nisko i kąsa w nogi oraz okolice kostek.
Jego sukces ma ciekawą przyczynę. Do rozmnażania wystarczy mu niewielka ilość stojącej wody: podstawka pod doniczką, wiadro, pojemnik w ogrodzie czy zagłębienie, w którym po deszczu została woda. To bardzo ułatwia mu życie w miastach i miejscowościach turystycznych.
Czy chorwackie komary przenoszą dengę?
Tak, w Chorwacji żyje komar zdolny do przenoszenia dengi. Nie oznacza to jednak, że każdy taki komar przenosi wirusa ani że jadąc do Chorwacji jedziemy do kraju z epidemią dengi.
Aedes albopictus jest potwierdzonym wektorem m.in. wirusów dengi i chikungunya. Co więcej, Chorwacja ma już w swojej historii przypadki lokalnej transmisji dengi z udziałem tego gatunku. W praktyce jest to jednak niemal nieprawdopodobne.
Według aktualizacji ECDC, do 5 sierpnia 2026 roku jedynym państwem kontynentalnej UE/EOG, które zgłosiło lokalnie nabyty przypadek dengi w tym roku, była Francja.
Ryzyko jednak istnieje w całej południowej Europie w określonym scenariuszu. Osoba zakażona dengą może przylecieć z regionu świata, gdzie choroba występuje powszechnie. Jeśli na miejscu ukąsi ją komar tygrysi, a warunki temperaturowe pozwolą wirusowi rozwinąć się w jego organizmie, owad może później przenieść wirusa na kolejną osobę.

Dlaczego nad Adriatykiem owady są inne?
Chorwacja nie leży przecież tysiące kilometrów od Polski. Samochodem możemy dostać się tam w ciągu jednego dnia, a mimo to przyroda wygląda zupełnie inaczej. Decydują przede wszystkim klimat i roślinność.
Na wybrzeżu Adriatyku mamy klimat śródziemnomorski: gorące, suche lato, łagodniejszą zimę, mnóstwo skalistych i silnie nasłonecznionych siedlisk oraz zupełnie inną roślinność. Zamiast naszego krajobrazu, tj. łąk, wilgotnych lasów i pól pojawiają się m.in. zarośla makii i garigu, dęby ostrolistne, drzewa oliwne, figowce, rozmaryn czy kocanki.
Dla owadów oznacza to całkowicie inny zestaw miejsc do życia i roślin żywicielskich. Dlatego wakacje w Chorwacji mogą być małym entomologicznym safari.
Modliszki jak z filmu science fiction
Dobrym przykładem są modliszki. W Polsce najbardziej znana jest modliszka zwyczajna Mantis religiosa, której zasięg w ostatnich latach wyraźnie się u nas rozszerza. Nad Adriatykiem różnorodność tej grupy jest jednak znacznie większa.
Badania prowadzone na półwyspie Pelješac przez Jerzego i Mateusza Romanowskich z 2014 r. „Mantids (Mantodea) from Pelješac Peninsula, Southern Croatia”, opublikowane w formie artykułu w Entomologia Croatica, wykazały pięć gatunków modliszek, w tym Mantis religiosa, Iris oratoria oraz niezwykłą Empusa fasciata.

Ta ostatnia wygląda jak z filmu o obcych. Ma wydłużone ciało, charakterystyczny wyrostek na głowie oraz płatowate wypustki na odnóżach i odwłoku. Dzięki temu znakomicie wtapia się w suchą śródziemnomorską roślinność.
A lista chorwackich modliszek nadal się zmienia. Badania opublikowane w 2025 roku z wyspy Ugljan wykazały tam aż sześć gatunków. Wśród nich znaleziono również azjatycką Hierodula patellifera, gatunek inwazyjny rozprzestrzeniający się wzdłuż wybrzeża Adriatyku.
Wielkie pszczoły, motyle i owady suchych zarośli
Śródziemnomorski krajobraz sprzyja też dużym błonkówkom. Uwagę zwracają choćby zadrzechnie (Xylocopa) – ogromne, ciemne pszczoły o metalicznym, często niebieskofioletowym połysku skrzydeł. Mogą wyglądać groźnie, gdy z głośnym buczeniem przelatują obok człowieka, ale nie są owadami polującymi na ludzi. Zresztą zadrzechnie można spotkać również w Polsce – nad Adriatykiem znacznie bardziej pasują jednak do codziennego krajobrazu pełnego kwitnących, ciepłolubnych roślin.
Warto też patrzeć pod nogi. Suche piaszczyste miejsca mogą zamieszkiwać mrówkolwy, których larwy budują charakterystyczne lejkowate pułapki w sypkim podłożu. Dorosłe owady wyglądają trochę jak ważki z bardzo długimi, delikatnymi skrzydłami, choć należą do zupełnie innej grupy.
Bogatszy jest również świat motyli związanych z południowoeuropejską roślinnością. W chorwackich zaroślach, na skalistych łąkach i wśród kwitnących roślin można spotkać gatunki, których próżno szukać podczas zwykłego spaceru po Polsce.
Nie wszystko, co wygląda egzotycznie, jest niebezpieczne
Duża modliszka nie planuje rzucić się na turystę. Czarna pszczoła nie patroluje plaży w poszukiwaniu ludzi. Cykada, mimo że potrafi wydawać dźwięk słyszalny z dużej odległości, interesuje się przede wszystkim drzewami i innymi cykadami.
Najbardziej praktyczne znaczenie dla człowieka mają paradoksalnie owady najmniejsze – komary. I to właśnie one pokazują też, że granica pomiędzy „naszymi” i „południowymi” owadami staje się coraz mniej wyraźna. Komar tygrysi jeszcze kilka dekad temu był w Europie egzotycznym przybyszem. Dziś jest zadomowiony w całej Chorwacji, we Włoszech, dużej części Francji, Grecji i Hiszpanii oraz pojawia się coraz dalej na północ.

(Red.)
