...

Czy Unia zmusza Polaków do jedzenia owadów? W praktyce produkty są mało popularne

lut 9, 2026 | Hodowla, News, Przemysł | 0 komentarzy

Informacje o dopuszczeniu owadów jako żywności w Unii Europejskiej wywołały medialną histerię. Oto mieliśmy być zmuszani do jedzenia owadów. Rzeczywistość jest jednak mało sensacyjna.

Żywność przyszłości, w żargonie nazywana też jako novel food, ma odmienić przyszłość jako tańszy w produkcji i bardziej ekologiczny zastępnik m.in. białka. Po tym, jak Unia dopuściła do obrotu wybrane produkty z owadów, rozległa się wrzawa. 

W 2021 roku mącznik młynarek był odmieniany przez wszystkie przypadki, a niektórzy politycy straszyli, że teraz, jak za karę, Polacy będą musieli jeść owady.

Oczywiście politycy dają się ponieść emocjom, więc przyjrzyjmy się, jak się sprawy mają niemal 5 lat później.

Przede wszystkim: wybrana żywność pochodzenia owadziego została dopuszczona jako bezpieczna do spożycia, ale nieobowiązkowa. Więcej – nie widzimy po półkach sklepowych, aby białko pochodzenia owadziego zastępowało np. ulubionego wśród dietetyków kurczaka, bo go tam praktycznie nie ma.

Długa i kosztowna lista wymagań

Zezwolenie dało producentom jedynie możliwość, i to pod warunkiem, że spełnią szereg warunków. Przede wszystkim produkty z dodatkiem składników owadzich muszą być czytelnie oznaczone na etykietach. Informacja o ich obecności nie może być ukryta w drobnym druku – musi znaleźć się w wykazie składników. 

Informacja musi się znaleźć także w części ostrzegawczej dla alergików, zwłaszcza dla osób uczulonych na skorupiaki, mięczaki czy roztocza, ponieważ białka owadów mogą wywoływać reakcje krzyżowe.

Na tym jednak obowiązki producentów się nie kończą. Firmy muszą zapewnić pełną identyfikowalność surowca, czyli możliwość prześledzenia drogi produktu od hodowli owadów aż po gotowy wyrób. 

Muszą również wdrożyć systemy bezpieczeństwa żywności (HACCP), spełniać normy sanitarne jak w przypadku innych zakładów spożywczych oraz stosować się do ograniczeń dotyczących maksymalnych ilości i kategorii produktów, w których dany składnik może być użyty. To sprawia, że obrót owadzią żywnością jest ściśle kontrolowany i daleki od „wolnej amerykanki”.

Owady jak delikatesy premium

Jednocześnie długa lista dodatkowych wymagań powoduje, że… produkty pochodzenia owadziego wcale nie są tańsze. Jest wręcz przeciwnie, a to przecież cena miała być ich największą przewagą. I tak w detalu mąka ze świerszczy jest sprzedawana w opakowaniach 100-gramowych i kosztuje ponad 20 zł (cena kilograma to od ok. 230 do 300 zł).

Między innymi z tego powodu nie znajdziemy takiej mąki na półce naszego ulubionego dyskontu. Ta najczęściej pojawia się w wyspecjalizowanych sklepach internetowych lub ofertach firm zajmujących się alternatywnymi źródłami białka. Na domiar w wielu z nich zakup produkt jest opatrzony informacją o niskich stanach magazynowych.

Za niewielkim popytem kroczy ograniczona podaż

Każdy produkt musi przejść wieloetapową procedurę, w ramach której producenci przedstawiają obszerne dossier naukowe. Obejmuje ono m.in. skład chemiczny produktu, sposób hodowli owadów, warunki przetwarzania, badania mikrobiologiczne, dane dotyczące trwałości, a także analizy potencjalnych zagrożeń dla zdrowia.

Przygotowanie takiej dokumentacji to koszt liczony często w setkach tysięcy euro. Do tego dochodzą opłaty administracyjne, koszty badań laboratoryjnych oraz czas – procedura może trwać kilka lat. Po uzyskaniu zgody producenci muszą jeszcze dostosować linie produkcyjne do rygorystycznych norm sanitarnych i regularnie poddawać się kontrolom.

Marchewka z kontenera nie dla owadów

Do tego dochodzą absurdy podnoszone przez branżę hodowców. Przykładem jest zakaz wykorzystywania niesprzedanej, lecz pełnowartościowej żywności do karmienia owadów. W momencie, gdy produkt trafia do kosza lub kontenera, zyskuje formalny status odpadu. Ten automatycznie wyklucza go z łańcucha paszowego.

A więc marchewka, która rano leżała na półce sklepowej jako produkt spożywczy, kilka godzin później nie może zostać wykorzystana jako pasza. 

Hodowcy wskazują, że takie przepisy blokują rozwój realnego upcyklingu żywności i stoją w sprzeczności z ideą gospodarki o obiegu zamkniętym. Zamiast trafiać do hodowli owadów, gdzie mogłaby zostać przekształcona w wartościowe białko, biomasa jest kierowana do spalarni, kompostowni czy biogazowni.

Hodowcy podkreślają, że dopiero stworzenie osobnej kategorii dla niesprzedanej, ale nadal bezpiecznej żywności oraz uproszczenie procedur jej wykorzystania mogłoby realnie przyczynić się do zwiększenia podaży i obniżenia cen końcowych produktów.

I choć od lat mówi się i liczby to pokazują, że rynek ten rośnie dynamicznie, to powszechnie dostępne produkty z owadów na naszych półkach to melodia przyszłości. W tej chwili łatwiej kupić owadzią karmę dla domowych czworonogów, a hodowcy szans upatrują w produkcji pasz dla zwierząt gospodarskich.

Bowiem branża nie postuluje masowego wprowadzania owadów bezpośrednio na talerze konsumentów, lecz ich wykorzystanie przede wszystkim jako składnika nowoczesnych pasz. Chodzi więc nie o „talerz Polaka”, lecz o „koryto”, czyli żywienie drobiu, trzody chlewnej czy ryb. Owady mogą stanowić wysokobiałkową, stabilną jakościowo alternatywę dla importowanej śruty sojowej czy mączki rybnej, poprawiając bilans surowcowy krajowej produkcji zwierzęcej.

Co więcej, Polska posiada w tym obszarze realną przewagę konkurencyjną nad Azją. Żywych owadów nie da się w prosty i tani sposób transportować na duże odległości w kontenerach. To oznacza, że produkcja musi być zlokalizowana blisko miejsca zagospodarowania. Daje to szansę na rozwój lokalnych instalacji opartych na skróconych łańcuchach dostaw i większym bezpieczeństwie zaopatrzenia. A to zdaniem branży kluczowy argument, aby traktować sektor owadzi jako element strategii suwerenności surowcowej i odporności systemu żywnościowego, a nie jedynie ciekawostkę technologiczną.

Podnoszony jest również argument środowiskowy. Hodowla owadów wymaga znacznie mniej wody, paszy i przestrzeni niż produkcja mięsa, a emisja gazów cieplarnianych jest niższa. 

Z tego powodu część ekspertów widzi w owadach potencjalny element przyszłych systemów żywnościowych, choć raczej jako niszowe uzupełnienie, a nie fundament diety. W Europie owady spożywane przez człowieka nieprędko wejdą na mainstreamu, jak np. w Azji, przestając być ciekawostką. 

Natomiast owady jako składnik pasz, będąc rozwiązaniem bardziej ekologicznym i po prostu tańszym, tak. 

W najbliższym czasie na łamach naszego portalu przyjrzymy się, z jakimi problemami zmagają się hodowcy stowarzyszeni w Polskim Stowarzyszeniu Hodowców i Przetwórców Owadów (POHOPO).

Czytaj też:

Kamil Dybich

rozmowy

Najnowsze dyskusje

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.