...

Dlaczego miasta przestają kosić trawniki?

lip 16, 2026 | News | 0 komentarzy

Jeszcze niedawno idealny trawnik był równy, krótko przystrzyżony i intensywnie zielony. Dziś coraz więcej miast świadomie odchodzi od tego modelu. W parkach, na osiedlach i przy ulicach pojawiają się wysokie trawy oraz kwitnące rośliny. To nie efekt zaniedbania, lecz przemyślane działanie, które pomaga chronić owady, zatrzymywać wodę i lepiej przygotować miasta na skutki zmian klimatu.

Łąka zamiast pustyni

Regularnie koszony trawnik wygląda schludnie, ale z punktu widzenia przyrody jest wyjątkowo ubogi. Rosną na nim głównie trawy, a kwitnące rośliny są usuwane, zanim zdążą rozwinąć kwiaty. Dla pszczół, trzmieli czy motyli oznacza to po prostu brak pożywienia.

Na łące kwietnej sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W dobrze dobranej mieszance może rosnąć od kilkudziesięciu do nawet ponad stu gatunków roślin. Co ważne, nie kwitną one jednocześnie. Jedne przekwitają, gdy kolejne dopiero rozwijają pąki, dzięki czemu owady mają dostęp do pyłku i nektaru od wiosny aż do jesieni.

Ma to ogromne znaczenie. Szacuje się, że około 80 procent gatunków roślin kwiatowych w Europie jest przynajmniej częściowo uzależnionych od owadów zapylających. Z kolei blisko 75 procent najważniejszych upraw rolnych na świecie korzysta z ich pracy. Bez zapylaczy trudniej byłoby wyobrazić sobie nie tylko funkcjonowanie naturalnych ekosystemów, ale także produkcję wielu owoców, warzyw czy roślin oleistych.

Łąka jest jednak czymś znacznie więcej niż stołówką dla pszczół. Bardzo szybko staje się schronieniem dla dzikich pszczół samotnic, trzmieli, motyli, chrząszczy, bzygów, koników polnych i wielu innych bezkręgowców. W ślad za nimi pojawiają się pająki, jaszczurki, jeże, ptaki owadożerne, a wieczorami także nietoperze. Z pozoru zwykły pas wysokiej trawy zaczyna funkcjonować jak niewielki, ale niezwykle bogaty ekosystem.

Nie jest przypadkiem, że naukowcy od lat alarmują o spadku liczebności owadów. Europejska Czerwona Lista Owadów wskazuje zapylacze jako jedną z najbardziej zagrożonych grup. Odpowiadają za to między innymi intensywne rolnictwo, stosowanie pestycydów, zabudowa terenów zielonych oraz zanik miejsc, w których owady mogą znaleźć pokarm.

Woda zostaje tam, gdzie spadła

Korzyści z łąk kwietnych nie kończą się na ochronie owadów. Coraz większe znaczenie ma ich wpływ na gospodarkę wodną, a ta staje się jednym z najważniejszych wyzwań współczesnych miast.

Zmiany klimatu sprawiają, że opady są coraz mniej regularne. Zamiast spokojnego deszczu częściej pojawiają się krótkie, ale bardzo intensywne ulewy. Po nich następują tygodnie bez opadów i długotrwałe susze. Miasta muszą więc jednocześnie radzić sobie z nadmiarem i niedoborem wody.

Krótko skoszony trawnik nie pomaga rozwiązać tego problemu. Odsłonięta gleba szybko nagrzewa się na słońcu, a zgromadzona w niej wilgoć intensywnie paruje. Ziemia staje się twarda i przesuszona. Gdy przychodzi ulewa, nie jest w stanie przyjąć dużej ilości wody, która zamiast wsiąkać, błyskawicznie spływa do kanalizacji deszczowej.

Łąka działa zupełnie inaczej. Wyższa roślinność zacienia powierzchnię ziemi i ogranicza jej nagrzewanie. Rozbudowane systemy korzeniowe wielu gatunków sięgają znacznie głębiej niż korzenie typowych trawników. Rozluźniają glebę, poprawiają jej strukturę i tworzą naturalne kanały, którymi woda może przenikać do głębszych warstw podłoża.

Specjaliści nazywają to retencją krajobrazową – zatrzymywaniem wody dokładnie tam, gdzie spadła. To rozwiązanie znacznie skuteczniejsze niż jak najszybsze odprowadzanie deszczówki do kanalizacji. Woda pozostaje w glebie, zasila rośliny, uzupełnia lokalne zasoby i wolniej wraca do atmosfery.

To szczególnie ważne w Polsce, która należy do krajów o jednych z najmniejszych zasobów wody w Europie. Na jednego mieszkańca przypada średnio około 1600 metrów sześciennych wody rocznie. Dla porównania średnia europejska jest ponad dwukrotnie wyższa. Coraz częstsze susze sprawiają, że każda forma naturalnego zatrzymywania wody zyskuje na znaczeniu.

Zielona odpowiedź na upały

Wysoka roślinność pomaga także obniżać temperaturę w miastach.

Asfalt, beton i krótko skoszone trawniki bardzo szybko nagrzewają się podczas słonecznych dni, a wieczorem oddają zgromadzone ciepło. To właśnie dlatego w centrach miast temperatura bywa nawet o kilka stopni wyższa niż poza nimi. Zjawisko to określane jest mianem miejskiej wyspy ciepła.

Łąki kwietne przeciwdziałają temu procesowi. Zacieniają glebę, magazynują wilgoć i oddają ją do atmosfery poprzez transpirację. To naturalny proces chłodzenia, który działa podobnie do klimatyzacji – odparowująca woda odbiera część energii cieplnej z otoczenia.

Badania prowadzone w europejskich miastach pokazują, że powierzchnie porośnięte wyższą roślinnością mogą być podczas upałów nawet o kilka stopni Celsjusza chłodniejsze od intensywnie koszonych trawników czy terenów utwardzonych. W skali całego miasta oznacza to większy komfort mieszkańców i mniejsze zużycie energii potrzebnej do chłodzenia budynków.

To działa także w Polsce

To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się eksperymentem, dziś staje się standardem w wielu polskich miastach.

Jednym z pionierów był Kraków, który rozpoczął zakładanie łąk kwietnych już w 2017 roku. Obecnie ich łączna powierzchnia przekracza 30 hektarów. Zarząd Zieleni Miejskiej nie tylko wysiewa nowe mieszanki rodzimych roślin, ale również ogranicza częstotliwość koszenia. Intensywnie pielęgnowane pozostają tereny rekreacyjne, natomiast w mniej uczęszczanych miejscach trawa koszona jest zaledwie raz lub dwa razy w roku. Miasto podkreśla, że takie rozwiązanie poprawia retencję wody, zwiększa bioróżnorodność i pomaga ograniczać skutki upałów.

Podobną strategię realizuje Warszawa. Zarząd Zieleni m.st. Warszawy od kilku lat ogranicza koszenie tam, gdzie nie wpływa ono na bezpieczeństwo mieszkańców, a jednocześnie zakłada kolejne łąki kwietne. Tylko w 2026 roku zaplanowano utworzenie nowych łąk o powierzchni około 6,5 tysiąca metrów kwadratowych. Stolica traktuje je jako element miejskiej adaptacji do zmian klimatu oraz sposób na ochronę zapylaczy.

Takie rozwiązania stosują również Wrocław, Poznań, Łódź, Gdynia czy Katowice. Choć skala działań jest różna, kierunek pozostaje ten sam. Zieleń przestaje być wyłącznie elementem dekoracyjnym. Coraz częściej staje się częścią miejskiej infrastruktury, która zatrzymuje wodę, obniża temperaturę i wspiera bioróżnorodność.

Fot. Zarząd Zieleni m. st. Warszawy

Natura wie, co robi

Ograniczenie koszenia nie oznacza, że wszystkie tereny zielone powinny zarosnąć wysoką trawą. Place zabaw, boiska, pobocza dróg czy skrzyżowania nadal wymagają regularnej pielęgnacji ze względów bezpieczeństwa i funkcjonalności.

Coraz więcej samorządów pokazuje jednak, że można znaleźć rozsądny kompromis. Część terenów pozostaje krótko skoszona i służy mieszkańcom do wypoczynku, a mniej uczęszczane fragmenty zamieniają się w niewielkie oazy przyrody.

To rozwiązanie korzystne dla owadów, ptaków i innych zwierząt, ale również dla samych ludzi. W czasach coraz dłuższych okresów suszy, gwałtownych ulew i rekordowych temperatur pozostawienie naturze odrobiny przestrzeni przestaje być modą. Staje się jedną z najprostszych i najtańszych metod budowania miast odpornych na zmieniający się klimat.

(Red.)

Fot. główne Wikicommons

rozmowy

Najnowsze dyskusje

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.