Upały dają się nam we znaki. Klimat ocenia się i tworzy zagrożenia ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, kataklizmami czy suszami. A jak wysokie temperatury znoszą owady? Czy to przetrwają? Czy w Polsce będziemy się mierzyć ze wzrostem zachorowań na roznoszone przez komary dengę czy zikę?
Owady to organizmy, których życie jest niemal całkowicie uzależnione od temperatury otoczenia. Komary, osy czy muchy często kojarzą nam się z letnim utrapieniem. Łatwo odnieść wrażenie, że upały sprzyjają owadom. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej złożona. Jedne gatunki korzystają z ocieplającego się klimatu, inne mogą w ciągu najbliższych dekad zniknąć z części Europy.
Owady na pierwszej linii zmian
Owady są zwierzętami zmiennocieplnymi. Oznacza to, że temperatura otoczenia bezpośrednio wpływa na tempo ich życia. W cieple szybciej rozwijają się jaja i larwy, a dorosłe osobniki są bardziej aktywne. Do pewnego momentu jest to korzystne. Problem zaczyna się wtedy, gdy wysokim temperaturom towarzyszy długotrwała susza.
Brak wody jest dziś jednym z największych zagrożeń. Wysychające kałuże, rowy i niewielkie oczka wodne oznaczają śmierć dla larw wielu owadów wodnych. Cierpią również zapylacze, ponieważ podczas upałów rośliny produkują mniej nektaru i pyłku lub szybciej kończą kwitnienie.
Jedne znikają, inne zdobywają świat
Nie wszystkie owady reagują na zmiany klimatu tak samo. Jednym z symboli zagrożeń jest niepylak apollo (Parnassius apollo), którego populacje maleją wraz z zanikaniem odpowiednich siedlisk. Podobny problem mają trzmiele górskie, m.in. trzmiel alpejski (Bombus alpinus). Wraz ze wzrostem temperatur ich siedliska przesuwają się coraz wyżej, aż w końcu… góra się kończy.

Przegrywają również mieszkańcy rzek, jezior i mokradeł. Jętki, chruściki oraz wiele gatunków ważek spędzają większość życia jako larwy pod wodą. Gdy niewielkie zbiorniki wysychają lub nadmiernie się nagrzewają, ich rozwój zostaje przerwany. To problem nie tylko dla samych owadów, ale także dla ryb, płazów i ptaków, które się nimi żywią.
Są jednak gatunki, które na ociepleniu klimatu wyraźnie korzystają. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest komar tygrysi (Aedes albopictus), pochodzący z Azji. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu praktycznie nie występował w Europie Środkowej, dziś zadomowił się już w wielu krajach naszego kontynentu i stopniowo przesuwa swój zasięg na północ. Cieplejsze zimy oraz dłuższy sezon sprzyjają jego rozprzestrzenianiu się.

Choć samo ukąszenie komara tygrysiego nie zagraża człowiekowi (jednak zdecydowanie jest mniej przyjemne niż ukąszenie tego, którego znamy), to problemem są choroby, które może przenosić. Wirusem zika czy denga dotąd Europejczycy byli straszeni głównie w trakcie sezonu ogórkowego, gdy akurat wybierali się na wakacje światowe południe. Wkrótce populacje tych komarów mogą być naszym codziennym doświadczeniem. Choć obecnie ryzyko ich lokalnego przenoszenia w Polsce pozostaje niewielkie, sytuacja jest monitorowana przez naukowców.
Jednak w przypadku komarów wpływ upałów jest bardziej złożony, niż mogłoby się wydawać. Sama wysoka temperatura przyspiesza ich rozwój, ale tylko wtedy, gdy mają dostęp do wody. Długotrwała susza ogranicza liczbę miejsc, w których rozwijają się larwy, dlatego populacja może nawet spaść.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja po intensywnych opadach następujących po fali upałów – tysiące niewielkich zbiorników wodnych stają się idealnym miejscem do rozmnażania i liczba komarów gwałtownie rośnie.
Na zmianach klimatu korzystają również niektóre szkodniki roślin uprawnych. Mszyce, omacnica prosowianka czy stonka ziemniaczana coraz częściej wydają więcej pokoleń w ciągu jednego sezonu niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Oznacza to większe straty dla rolnictwa i częstszą konieczność stosowania środków ochrony roślin.

Co to oznacza dla ludzi?
Zmiany liczebności owadów mają znaczenie znacznie wykraczające poza świat entomologii. Około 75 procent najważniejszych roślin uprawnych na świecie przynajmniej częściowo korzysta z zapylania przez owady. Spadek liczby pszczół, trzmieli i dzikich zapylaczy może więc odbić się na plonach oraz różnorodności biologicznej.
Zmniejszanie się liczby owadów wpływa również na zwierzęta, które się nimi żywią. Ptaki owadożerne, nietoperze, płazy czy wiele gatunków ryb są od nich bezpośrednio uzależnione. Gdy ubywa jętek, chruścików czy innych owadów wodnych, skutki odczuwa cały łańcuch pokarmowy. A to już domino.
Naukowcy zwracają uwagę również na zaburzenie rytmu przyrody. Coraz cieplejsze wiosny sprawiają, że rośliny zaczynają kwitnąć wcześniej, ale nie wszystkie owady są w stanie równie szybko zmienić termin swojego pojawiania się. Może dojść do sytuacji, w której zapylacze wybudzają się dopiero wtedy, gdy największy pożytek już minął.
Czy więc owady „odlecą”? Nie. Bardziej prawdopodobne jest to, że świat owadów będzie wyglądał inaczej niż dziś. Gatunki związane z chłodniejszym klimatem będą stopniowo ustępować, a ich miejsce zajmą organizmy lepiej przystosowane do wysokich temperatur. Ta cicha wymiana gatunków może okazać się jedną z najważniejszych konsekwencji zmian klimatu.
Dominik Łaciak
