Polska średniowieczna słynęła z produkcji barwnika pochodzenia owadziego i była jednym z jego głównych eksporterów w Europie. Sympatyczny owad czerwiec polski dał nazwę miesiącowi, a nawet kolorowi, i to w wielu krajach słowiańskich.
W 2023 roku, gdy Komisja Europejska dopuściła rozporządzeniem używanie odtłuszczonego proszku ze świerszcza domowego w przemyśle spożywczym, polska prawica podniosła alarm. Ówcześnie poseł Solidarnej Polski Janusz Kowalski zaproponował nawet ustawę antyrobakową.
– My jako konserwatyści, jako Polacy, zdecydowanie wolimy normalne polskie jedzenie, polskie mięsko, polski nabiał, polskie mleko – mówił Kowalski.
Tymczasem nie ma nic bardziej polskiego niż produkcja owadów z zastosowaniem przemysłowym. Co więcej, to produkcji barwnika z owadów zawdzięczamy nazwy miesiąca czerwca, koloru czerwonego (i to w wielu słowiańskich krajach), a nawet nazwy geograficzne, takie jak Grody Czerwieńskie czy Ruś Czerwona.
Polska czerwcem stoi
Chodzi o czerwca polskiego, z łaciny Porphyrophora polonica. Niewielkiego owada o wielkości paru milimetrów o intensywnej, czerwonej barwie. Dziś pod ochroną, ale od średniowiecza do XVIII wieku owad ten rozsławiał Polskę.

Samice tych owadów suszono, gotowano i kruszono, aby uzyskać intensywną barwę. Proces ten był niezwykle pracochłonny, wymagający setek tysięcy osobników na kilogram barwnika.
Zanim pojawiła się tańsza i bardziej wydajna koszenila meksykańska, Rzeczpospolita była znaczącym dostawcą czerwonego barwnika w Europie. Od średniowiecza zbierano tu czerwiec polski z piaszczystych terenów Lubelszczyzny i Podkarpacia.
Jak donosi Wikipedia, jej (koszenili) wartość na giełdach towarowych była porównywalna ze złotem. Znalazła zastosowanie w barwieniu tkanin i kosmetyków, rzadziej żywności. Koszenilą barwiono m.in. szaty kardynałów rzymskich oraz kurtki żołnierzy armii brytyjskiej.
Barwnik trafiał do głównych ośrodków farbiarskich w Norymbergii, Florencji, Wenecji czy Toskanii. Był wyjątkowej jakości. Głęboki, trwały i elegancki, a przy tym prestiżowy – używany m.in. do farbowania jedwabnych szat szlachty.
Co ciekawe, owady te zbierano z rośliny o nieprzypadkowej nazwie czerwiec trwały (rodzina goździkowatych), na których żerują czerwce.

Zbiory odbywały się w czerwcu
Jak zanotował Aleksander Brückner w swoim słowniku etymologicznym:
„Od czerwu, w Polsce czyrwcem, czerwcem zwanego, t. j. od ‘porphyrophora polonica’, i od jego barwiku poszła we wszystkich językach słowiańskich nazwa czerwieni i barwienia na czerwono” (w innych językach słowiańskich – czerven, červen…).
Ten wyrazowy ślad potwierdza historyczne znaczenie barwnika. Produkcja polskiej koszenili z czerwca polskiego była tak powszechna i istotna, że dała nazwę kolorowi, jak i miesiącowi, w którym odbywały się zbiory.
Jak czytamy na stronie publicystki GrazynaBastek.pl:
„Ludowa nazwa tego barwnika – krew św. Jana – wiązała się z czasem zbiorów pluskwiaka – końcem czerwca. Od larw owada (czerw) pochodzi nazwa miesiąca (czerwiec), samego koloru (czerwony), ale być może również miejsca, gdzie je zbierano (Ruś Czerwona)… Polska koszenila była obok soli i srebra głównym towarem eksportowanym z Rzeczypospolitej do Europy, m. in. do Niemiec i Włoch.”
Z czasem jego pozycję zaczęła wypierać koszenila meksykańska, bardziej wydajna. W tej chwili w Polsce już nie produkuje się koszenili. Zresztą sam owad, czerwiec polski, to obecnie gatunek rzadki, objęty ochroną.
Obecnie kwas karminowy, jak inaczej określa się koszenilę, produkuje się z czerwców kaktusowych (Dactylopius coccus), które żyją na kaktusach w Meksyku i Ameryce Środkowej.

Koszenilę, czyli E120 spożywamy wszyscy
Koszenila jest jednym z najbardziej powszechnych barwników stosowanych się w produktach spożywczych czy kosmetykach. Znajduje się m.in. w żelkach, galaretkach, ciastkach, lodach, jogurtach, kremach, napojach czy w wyrobach wędliniarskich. A także w szminkach czy cieniach do powiek. I to od tak dawna, że właściwie stało się to przezroczyste.
Doktor Justyna Bylinowska, redaktor naczelna serwisu Dietetycy.org.pl, w rozmowie z Konkret24: – Koszenila na ogół nie jest szkodliwa dla zdrowia, a jest barwnikiem dobrze przebadanym przez EFSA, czyli organizację, która dba o bezpieczeństwo żywności. To ona ustala między innymi dopuszczalne dawki zarówno dla sztucznych, jak i naturalnych barwników – dodaje dietetyczka.
Zresztą owady jemy nie od dziś, i to nie tylko pod postacią koszenili.
Koszenila może być co prawda szkodliwa dla osób z alergią na skorupiaki, ale ostatecznie orzechy też mogą szkodzić. Osobom z alergią na orzechy.
Wychodzi więc na to, że nie ma nic bardziej polskiego i tradycyjnego niż produkcja z owadów, w tym na cele spożywcze.
Kamil Dybich
