Pogoda, bajkowe widoki, ceny na miejscu, egzotyka, w tym… owady na talerzu. Jest wiele powodów zachęcających do wizyty w Tajlandii. W 2024 roku na dłuższe lub krótsze wakacje wyjechało tam 180 tys. Polaków! A ostatnio wrócił stamtąd Rafał, bohater tego wpisu.
Po wyjściu z samolotu uderza lepkość wilgotnego powietrza. Od wyjścia z lotniska wszystko jest inaczej.
Do niedawna Tajlandia kojarzyła się z kierunkiem raczej odległym, także cenowo od portfela polskiego turysty. A dziś to jeden z najdynamiczniej rosnących celów wakacyjnych Polaków. W 2024 roku ten kraj w południowej Azji odwiedziło 180 tysięcy turystów z Polski, co oznacza wzrost rzędu blisko… 50 procent względem poprzedniego roku.
To efekt lepszej dostępności lotów, konkurencyjnych cen oraz rosnącej popularności Azji Południowo-Wschodniej. Polacy pokochali tajskie plaże, uliczne jedzenie i klimat, który w środku naszej zimy potrafi być prawdziwą ucieczką w lato.
Owady na talerzu to lokalna tradycja i street food
A gdy o jedzeniu mowa, to warto wiedzieć, że Tajowie są rozsmakowani w owadach. Na tamtejszych targach można znaleźć ponad pięćdziesiąt gatunków owadów uznawanych za jadalne. Najpopularniejsze są świerszcze, szarańcze, robaki bambusowe, larwy jedwabników, chrząszcze czy duże owady wodne „maeng da”. W przeszłości owady były przede wszystkim tanim i łatwo dostępnym źródłem białka w tym raczej biednym kraju. Dziś to lokalna przekąska i kulinarna atrakcja dla turystów,
Jednym z najczęściej spotykanych specjałów są smażone larwy jedwabnika, znane ze swojego delikatnego, lekko orzechowego smaku i chrupiącej skórki. Na straganach pojawiają się również mieszanki różnych owadów – świerszczy, szarańczy i larw, doprawiane solą, chili, sosem sojowym czy trawą cytrynową.

Rafał testuje
W Tajlandii był również Rafał z Bierunia, który zabrał ze sobą ciekawość świata i brak oporów. Dlatego eksperymentowanie rozpoczął od skorpiona, którego podaje się na patyku i bez żądła.
– Skorpiona można porównać do spalonego chipsa, to raczej przekąska, chrupiąca i z minimalną ilością mięsa – twierdzi. Jedzenie tego pajęczaka to bardziej doświadczenie niż sycący posiłek, a najtrudniejsze jest pokonanie bariery psychicznej. Skorpion kosztował Maćka w przeliczeniu ok. 15 zł.

Następne w kolejce były smażone larwy jedwabnika zakupione również na miejskim targu. – Dałem sprzedawcy 100 batów (ok. 10-11 zł dop. red.), a on wsypał mi parę sztuk do worka i niestety zalał sosem sojowym, przez co było to dla mnie za słone. W środku była papka, mięso mielone, i właśnie do takiego nie do końca upieczonego mielonego mógłbym to porównać – mówi Maciek.

Owady jadalne w Tajlandii często podawane są w rożkach, a poruszając się po mieście zaskakuje wielość wyboru. Rozmaite owady czekają na swoich miłośników na “srebrnych” tacach, a w powszechnym użyciu jest ich aż ok. 50-60 gatunków.
Egzotyka nie tylko na talerzu
Ale owady to nie jedyne dziwy, które wylądowały na talerzu Rafała, bo na nim znalazło się też m.in. mięso aligatora.

Nietypowe posiłki były częścią doświadczania egzotyki Tajlandii, w której znalazły się jeszcze wizyta w sanktuarium słoni, skakanie z rajskich wodospadów w specjalnych kamizelkach, wizyta na gali muay thai czy spotkania z małpami.
W każdym razie to, co dla nas egzotyczne, dla Tajów jest na porządku dziennym. W Tajlandii owady są tak popularne, że istnieją nawet… automaty vendingowe z owadzimi przekąskami. Można w nich kupić paczkowane świerszcze, larwy czy chrząszcze w smakach takich jak barbecue, wasabi czy ser cheddar. To szybka, białkowa przekąska, która w Azji zaczyna konkurować z klasycznymi chipsami i orzeszkami.

(Red.), zdjęcia własne
