– Jeżeli politycy będą straszyć ludzi i nie będziemy inwestować w ten przemysł, to skończy się tym, że znowu będziemy kupować technologię, zamiast rozwijać swoją własną – mówi prof. Michał Krzyżaniak* z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
Rozmawia Kamil Dybich
Czy za 5-10 lat będziemy jeść owady?
Jemy już teraz. Na świecie zidentyfikowano 2000 owadów jadalnych, są przysmakami na całym świecie, ale oczywiście na razie jest to skala lokalna. Oczywiście mamy już hodowle mącznika czy świerszczy w Ameryce Południowej, Azji czy Afryce, ale to nie jest jakaś olbrzymia skala.
To skąd to zamieszanie?
Ludzi na świecie jest coraz więcej, już jest 8 miliardów, za chwilę będzie 10. Problemem jest zapewnienie białka dla takiej liczby osób. Zwierzęta gospodarskie potrzebują sporo paszy, dlatego w pierwszej kolejności jest propagowana produkcja pasz z owadów.
A czy pan je owady?
Czasem jem, ale raczej rzadko. Ponieważ kiedyś hodowałem mącznika, to jadłem go na różne sposoby. Suszonego z przyprawami, w jajecznicy, w ciastkach, w chlebie. Próbowałem również różnych gatunków świerszczy oraz jedwabnika.
Mam wybór, więc jem to, na co mam ochotę. I myślę, że właśnie tak to będzie wyglądać. W przyszłości będziemy mieli wybór, czy chcemy spożywać produkty z owadami, czy nie. Przede wszystkim jednak będziemy się mogli przekonać, jak to smakuje, bo w tej chwili na półkach sklepowych owadów praktycznie nie znajdziemy. Paradoksalnie w tej chwili owady w Europie wcale nie są tanie.
Na masową skalę spożywamy przecież koszenilę, barwnik pozyskiwany z czerwców kaktusowych, występujący w napojach czy słodyczach.
Zajadamy się miodem spadziowym, który pszczoły produkują z wydzielin mszycy, a dzięki jedwabnikom morwowym mamy jakościowe tkaniny. Korzystamy z owadów od tysięcy lat.
Wróćmy do tematu owadzich pasz dla zwierząt gospodarskich.
Rynek jest w fazie raczkującej, to póki co kropla w morzu pasz, ale branża intensywnie się rozwija. Naprawdę duże firmy są w fazie komercjalizacji produktów z owadów. Jest duża konkurencja na rynku pasz, a produkcja owadów musi być na tyle tania, żeby konkurować np. z mączką rybną czy śrutą sojową.
Jeżeli chodzi o rynek polski, to mamy kilka firm w skali niedużej, ale komercyjnej, które sprzedają owady na cele paszowe. W tej chwili w Polsce produkuje się też dla sklepów zoologicznych czy hodowców ptaków, gadów czy gryzoni. Jest też jeden gigant. Firma HiProMine deklaruje, że za chwilę będzie produkować 30 tys. ton białka owadziego rocznie.
Karmę dla psów, kotów też robi się z owadów?
Rynek karmy to potężny rynek, trzeba tylko przekonać właścicieli zwierząt. Oczywiście tych problemów nie mają hodowcy ptaków czy jaszczurek, ale koty czy psy to członkowie naszych gospodarstw domowych, rodzin. A sami jesteśmy przecież impregnowani na jedzenie owadów, boimy się tego.
Dlaczego tak bardzo boimy się owadów, że aż politycy biorą to na swoje sztandary?
Owady ludziom kojarzą się ze szkodnikami, robactwo ma jednoznacznie negatywne konotacje, także w języku. Kojarzą nam się z czymś, co żyje w ziemi, brudem.
Przede wszystkim jednak brakuje nam tradycji jedzenia owadów. Co prawda można natknąć się na artykuły o tym, jak zajadaliśmy się kandyzowanym chrząszczem majowym, ale mało kto o tym pamięta. Jednak zwróćmy uwagę, że 20 lat temu jedzenie surowej ryby (sushi) czy owoców morza także dla wielu było niewyobrażalne.
To przede wszystkim kwestia przekonania do owadów ludzi.
Jak to zrobić? Jak mógłby mnie pan przekonać, że jedzenie owadów to dobry pomysł?
Owady mają między 30 a 50% białka w suchej masie (wiele zależy oczywiście od gatunku). To bardzo dużo. Owada spożywamy w całości, bez konieczności dalszej obróbki, jak w wypadku mięsa. Oczywiście ktoś tam twierdzi, że chityna jest szkodliwa dla człowieka, ale to nieprawda. Chitynę jemy na co dzień, w podobnych ilościach występuje np. w naszych ulubionych grzybach. Owady są też źródłem aminokwasów egzogennych, które są nam bardzo potrzebne w pożywieniu, bo organizm ludzki sam ich nie produkuje.
Zadecydują jednak względy gospodarcze, ekonomiczne…
Jakie to względy?
Po pierwsze krótki cykl produkcyjny i krótki łańcuch przetwarzania. Owady praktycznie przetwarza się w tym samym budynku, w którym produkuje. A typowe zwierzęta gospodarskie wiezie do rzeźni, stamtąd do zakładu mięsnego itd.
Owady potrzebują ciepła (energii), ale przecież zwierzęta gospodarskie również. Przy czym owady emitują zdecydowanie mniej gazów cieplarnianych. W czasie produkcji niektórych gatunków (np. czarna mucha) powstaje co prawda amoniak, ale to też nie jest problemem, bo to jest oczyszczane wewnątrz budynku.
Wreszcie zwierzęta gospodarskie potrzebują sporo paszy, w dodatku dobrze przebadanej, wysokiej jakości. Owadom wystarczają pozostałości z rolnictwa czy przemysłu spożywczego.
W końcu owady na paszę można produkować u siebie, nie trzeba sprowadzać paszy z drugiego końca świata, 90% śruty sojowej w Polsce pochodzi głównie z Ameryki Południowej.
Gdzie wady?
Cóż, wegetarianie podnoszą, że nie musimy jeść zwierząt, bo wystarczyłyby nam rośliny. Występują też oczywiście problemy okresu dziecięcego branży, jest problem skalowalności branży, sama technologia jest raczkująca. No i jest też podstawowy problem związany z oporem społecznym, problem polityczny.
No dobrze, wróćmy do początku rozmowy. Czy owady to nasza przyszłość?
Uważam, że tak, przede wszystkim produkcja roślinna na cele zwierzęce pochłania już ponad 70% gruntów rolnych, a owady są tańszą i bardziej ekologiczną alternatywą. Wiele zależy jednak od edukacji i podejścia do tych kwestii przez polityków.
Przede wszystkim, aby produkować owady na żywność w Unii Europejskiej, trzeba przejść niezwykle skomplikowaną i czasochłonną ścieżkę, trzeba zrobić sporo badań. Trzeba mieć badania i certyfikaty dotyczące bezpieczeństwa żywności i bezpieczeństwa produkcji. Dlatego owady, które są dostępne jako przysmaki w Polsce nie pochodzą z polskiej produkcji tylko na przykład z Holandii, Niemiec czy Tajlandii.
Jeżeli politycy będą straszyć ludzi i nie będziemy inwestować w ten przemysł, to skończy się tym, że znowu będziemy kupować technologię, zamiast rozwijać swoją własną.
Dziękuję za rozmowę
*Dr hab. Michał Krzyżaniak jest profesorem uczelni zatrudnionym w Katedrze Genetyki, Hodowli Roślin i Inżynierii Biosurowców Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Od 16 lat zajmuje się zrównoważoną produkcją rolniczą, a od sześciu lat – wykorzystaniem pozostałości z sektora rolno-spożywczego do chowu owadów gospodarskich. Był współzałożycielem jednej z pierwszych firm w Polsce (OVAD sp. z o.o.) zajmującej się chowem i przetwarzaniem owadów na paszę i karmę dla zwierząt towarzyszących. Reprezentuje Polskę w komitecie zarządzającym akcji COST „Group on Insect Nutrition” oraz jest członkiem zarządu Polskiego Stowarzyszenia Hodowców i Przetwórców Owadów. Poza badaniami nad efektywnością chowu mącznika młynarka i muchy czarny żołnierz, doradza również polskim producentom owadów w zakresie prowadzenia hodowli.

